Kochanek światłoczuły
E-Lover | 18-07-2010Wśród dziewczyn krążyły legendy o alkowianych wyczynach Roberta. Miał co prawda opinię kolekcjonera spódniczek i w uczuciach niestałego, ale żadna z zaliczonych przez niego panienek nie żałowała wizyty w jego kawalerce. Zachwycone były zarówno jego anatomią jak i miłosnym kunsztem, siłą i delikatnością, inteligencją i urodą. Jedyną jego wadą zdawało się być to, że z reguły nie zaliczał dwa razy tej samej dupeczki.
Do złamania tej zasady przez młodego ogiera przyczyniła się Majka. Ona bynajmniej nie wyróżniała się niczym specjalnym na tle kolekcji Roberta. Co dziwniejsze, po pierwszej randce wróciła raczej rozczarowana. Chłopak zaprezentował jej bowiem dosyć typowe rżnięcie bez fantazji i dodatkowych atrakcji. Na początku trochę czarował ją komplementami, ale gdy przed poddaniem się minecie zażądała zgaszenia światła, mistrz sztuki erotycznej zamienił się w zwykłego robotnika. Wszedł w nią zbyt szybko i trywialnie, potem banalnie spuścił się niczym prawiczek, zanim partnerka dobrze się rozgrzała.
Zaliczona już przez Roberta wcześniej koleżanka wyjaśniła Majce, że powodem jej rozczarowania musiały być ciemności. Żadna z wcześniej branych przez pięknisia dziewczyn nie oponowała bowiem przeciwko harcowaniu przy świetle, a wszystkie wyszły wielce usatysfakcjonowane. Przyjaciółki postanowiły więc, że ciemnolubna wprosi się Robertowi do łóżka jeszcze raz i tym razem nie będzie grymasić. Sztuczka się udała, bo dziewczyna powiedziała facetowi, że czuje się wobec niego trochę winna i chciałaby mu jakoś wynagrodzić stratę.
No i tym razem jej kochanek był zupełnie inny. W pokoju rzęsiście oświetlonym nie tylko wielkim żyrandolem, ale też dodatkowymi bocznymi lampami, młodzieniec zdobywał dziewczynę długo i wymyślnie. Zaczął od całowania jej niewielkich, ale kształtnych cycuszków ze stojącymi sutkami, potem przeszedł do lizania wewnętrznej strony ud. Tak ją tym rozpalił, że gdy tylko dotknął językiem kryjącego łechtaczkę zakątka jej cipki, kobitka natychmiast dostała orgazmu, tryskając wręcz swoim miłosnym sokiem partnerowi na brodę. Tak zachęcona Majka zajęła się jego ptachem. Brała go na przemian do ust i między swoje piersiątka, tuliła do policzków. Doznała prawdziwych spazmów, gdy facet wystrzelił jej strumieniem spermy na twarz. Potem jeszcze kilka razy pod rząd szczytowała, gdy drągal Roberta zatopił się w jej wilgotnej szparce. Z reguły w momencie, gdy facet doprowadzał do kolejnej zmiany pozycji dwojga ciał, nie wyciągając przy tym ani na moment z głębiny swojego nurka.
Po paru kolejnych dniach Majka po raz trzeci odwiedziła światłoczułego kochanka, jednak tym razem już nie w charakterze jego zwierzyny. Przyszła z żądaniem, aby ten wydał jej kasetę wideo, na której potajemnie nakręcił ich wspólne igraszki. Dziewczyna podczas akcji bynajmniej nie spostrzegła, że jest w oku kamery ukrytej w wielkim żyrandolu. Powiedziała jej o tym inna bywalczyni kawalerki, również zresztą dyskretnie sfilmowana, jak większość zdobyczy kawalera. Ten wyśmiał pretensje dziewczyny, oferując jej co najwyżej zrobienie kopii, ale dopiero po wspólnym obejrzeniu oryginału. Po namyśle, Majka zgodziła się na te warunki. Otrzymawszy natomiast film erotyczny z sobą w roli głównej, potraktowała go jako dowód rzeczowy w wytoczonym Robertowi procesie.
Sąd miał trudny orzech do zgryzienia. Nie wiedział czy zastosować tu ustawę o zwalczaniu pornografii, czy może raczej prasową, zabraniającą filmowania twarzy człowieka bez jego zgody. Tylko, że na kasecie widoków twarzy było akurat najmniej i nie do nich swe zastrzeżenia wnosiła powódka, zaś film – póki co – nie był szeroko kolportowany. Po zmianie, na wniosek pozwanego, młodej sędziny na faceta w średnim wieku, zapadł wreszcie wyrok iście Salomonowy. Robert nie został ukarany, ale zakazano mu pod groźbą więzienia rozpowszechniania, kopiowania i prezentowania kasety “osobom trzecim”. Znaczyło to, że sam mógł sobie oglądać ją do woli, a także zapraszać na seanse Majkę, co też niebawem ponownie uczynił.









