Laboratorium pod prezerwatywą
E-Lover | 08-07-2010W jakiej firmie można zarabiać uprawianiem seksu? Oficjalnie tylko w agencji towarzyskiej, nieoficjalnie także w niejednym dyrektorskim sekretariacie. Okazuje się, że jeśli ktoś to umie dobrze zorganizować, to także w innych.
Aniela była z zawodu laborantką medyczną. Zaraz po szkole trafiła do prywatnej przychodni, gdzie pacjent mógł liczyć na kompleksową i szybką obsługę. Najczęściej zatrudnionym tam dziewczynom przychodziło badać krew i mocz wiecznie chorych emerytów, toteż kiedy trafił się jakiś pacjent ze skierowaniem na analizę spermy, dziewczyny niemal wyrywały sobie próbówki z rąk. Podczas oglądania plemników pod mikroskopem Anieli zawsze robiło się wilgotno w rowku i przez ciało przechodziły jej dreszcze. Wyobrażała sobie, że to jakiś królewicz z bajki zmoczył jej cipkę, a ona teraz sprawdza czy on nadaje się na tatusia.
To marzenie prawie się spełniło podczas jednego z popołudniowych dyżurów. Zadzwoniła jej szefowa i poprosiła, aby laborantka pobrała i pilnie zbadała nasienie synowi jakiegoś ważniaka, który zaraz się zgłosi. Zwykle faceci pobierali sobie sami w pomieszczeniu za kotarą, ale ten chory nie mógł tego zrobić. Nie to żeby się wstydził, tylko miał zabandażowane obie dłonie. Anielka trochę się zmieszała, ale pamiętając o poleceniu szefowej, zabrała się do roboty. Położyła pacjenta na wznak, rozebrała go od pasa w dół i zaczęła garścią utwardzać mu zwiędłego fiutka. Trochę to potrwało zanim się usztywnił. Dzielna laborantka musiała zachęcać chłopca, aby pomyślał sobie o swojej dziewczynie, a wreszcie podała mu kolorowy świerszczyk z rozebranymi panienkami, którym posiłkowali się niektórzy inni pacjenci. To lekarstwo zadziałało z kolei dość szybko, nawet trochę za bardzo, bo poddawany zabiegowi wystrzelił spermą nagle i bez ostrzeżenia, tak, że dziewczyna nie zdążyła podstawić laboratoryjnego naczyńka. Na szczęście na ręce i na fartuchu pobierającej materiału badawczego było tak dużo, że wystarczyło go do przeprowadzenia testu. Chłopak odwdzięczył się laborantce przy kasie, dając całe dwie stówy i mówiąc, że reszty nie trzeba.
To naprowadziło Anielkę na myśl, że mogłaby przecież pomagać w podobny sposób innym pacjentom, nawet ze zdrowymi rękami. Gdy więc następny zaczął stękać za kotarą, a potem zawstydzony powiedział, że rezygnuje z zabiegu, zaproponowała mu swoje usługi. Bogatsza jednak o doświadczenia, zaraz na początku nałożyła na tryskający organ prezerwatywę. Zrobiła to trochę niefachowo, więc kutasek nie pozwalał wycisnąć z siebie ani kropli. Ale i na to pomysłowa laborantka znalazła radę. Kiedy trochę tylko possała, materiał badawczy zaraz się pojawił. W swoim zapracowaniu nawet nie zauważyła, że pacjent włożył jej rękę za stanik, a drugą usiłował ściągnąć majtki.
Przy kolejnej pomocy już nie popełnił tego błędu i poszła pobierać próbkę nie mając nic pod fartuchem. Za zgodą stron badająca i badany poszli od razu na całość, chociaż dla formalności on cały czas leżał na kozetce, a ona dosiadała go na jeźdźca, naturalnie po wcześniejszym ustawieniu mu laski. Anielka nazywała to pobieraniem spermy metodą naturalną i taką też usługę, proponowała co przystojniejszym facetom. Jeśli dawcy udało się doprowadzić biorczynię do orgazmu, płacił tylko według własnego uznania. Z tych, którzy nie potrafili jej zadowolić, zdzierała stówę i więcej.
Niekiedy nie obywało się bez nieporozumień. Pacjenci nie zawsze bowiem wiedzieli, na czym też naturalne pobieranie polega i niektórzy mieli się ochotę wycofać. Jeden – prawdopodobnie pedał leczący się na prostatę – nie tylko się wycofał, ale też poskarżył się potem na laborantkę. Jej szefowa przeprosiła, za powstałe nieporozumienie, jednak postanowiła sprawdzić czy pracownica nie robi jej z laboratorium burdelu. Któregoś popołudnia celowo wróciła do firmy, po cichu weszła do gabinetu zabiegowego za przystojnym pacjentem, a potem znienacka zajrzała za kotarę.
Miłosierna laborantka została dyscyplinarnie wylana z roboty, a ponadto oskarżona o “narażenie na utratę zaufania” przychodni oraz jej właścicieli. Dyscyplinarkę cofnęli oni dziewczynie po przegraniu sprawy w sądzie pracy. Sędziowie uznali, że skoro pracodawca co najmniej raz polecił laborantce pobranie spermy i nie określił w jaki sposób ma się to odbywać, to nie może robić zarzutu z tego, że pracownica z własnej inicjatywy przychodziła z pomocą innym pacjentom. W drugiej sprawie wszystko zależy od tego czy Anieli zostanie udowodnione, że brała za swoje usługi dodatkowe pieniądze. Zeznający przeciwko niej pedał przyznał, że on nie zapłacił, a inni dawcy, przeważnie żonaci, w ogóle nie chcą być świadkami.









