Zielona gumka Kiki
E-Lover | 21-07-2010Zamiast posuwać kolejne dziwki, Jan Poeta opowiadał, że się zakochał, albo coś również głupiego. Miłość i dymanie to są przecież dwie różne sprawy. Zupełnie nie przeszkadza w jednej się spuścić (najlepiej trzy razy pod rząd bez wyjmowania), a co innego trzymać się za rączki pod jaśminem w parku i wiersze recytować księżycowi w twarz.
No więc kiedy Muza, ta od trzymania za rączkę i recytowania wierszy nie miała czasu, albo nastroju nasz bohater poczuł jednak zew krwi i wyruszył swoim małolitrażowym bolidem na szlak kurewski. Niestety, zew poczuł za wcześnie bo w ciągu dnia. Wtedy w Kratownicach Wielkich w centrum miasta brak jeszcze dziwek. Swe miłosne stanowiska zaczynają one bowiem obsadzać około godziny 19-tej, kiedy płaszczem ciemności zaczyna okrywać świat ich siostra noc.
W dzień stoją więc dupencje jedynie na Trzech Garbach, albo przy Dużej Stacji Benzynowej, prawie naprzeciwko cmentarza komunalnego. To oferta raczej dla TIR-owców, albo bardzo napalonych kierowców osobówek. Jaś Poeta właśnie do takich tego dnia należał. Kika od razu wpadła mu w oko, chociaż tyłem stała. Kawał kurwy z niej był ? miała na czym siedzieć i czym oddychać. I jeszcze do tego te gorące białe spodenki (a lato było piękne tego roku i upalne w dodatku). Co do tego stania tyłem ? to wizażystka miała jeszcze co nieco do zrobienia z buźką Kiki. Trochę chrostek na niej było, no i prymitywnie dość wyglądała.
Ale przecież walenie dziwki to nie przegląd mody podczas inauguracji kolekcji w Paryżu ? kurwa ma mieć warunki, klient pałę, na której zawiśnie wiadro wiśni, no i dobrze, żeby w trakcie nikt nie przeszkadzał, bo natchnienie może opaść. Cenę uzgodnili według obowiązujących stawek ? wtedy Poeta miał potrzebę dominacji, czyli wspinania się na dziwkę. Zdecydował się więc na seks za 60 zł. Pojechali na drugą stronę trasy szybkiego ruchu, tej co w stronę gór wiedzie. Parking był uroczy, gdyby nie te śmieci wokół, kupa chusteczek higienicznych i zużytych prezerwatyw. Poeta miał coś gadać o sprzątaniu świata, ale nie zdążył zacząć tych przyrodniczych dyrdymałów, bo już mu Kika zieloną gumkę na podnoszącą się ciekawie główkę kutasa zakładała.
Boże, jednak jest ekologicznie! - zakrzyknął podkręcony Poeta na widok tejże gumki, ale dziwka nie odpowiedziała. Mając usta pełne fiuta doprawdy ciężko dyskutować. To był tylko próbny rozruch. Kiedy kutas wyprężył się na całe swoje 17,5 cm fotel z prawej strony kierowcy poszedł w dół. Kika odchyliła tylko na bok białe spodenki i już ukazała się jej cipka, oczywiście wygolona. Jaka sprytna bestia ? przecież rozbieranie i ubieranie zabiera tyle czasu, a taki sposób to żywa oszczędność! Żeby tylko klienci nadążyli za tą przodownicą jebania.
No, na co czekasz? Wsadzaj tego swojego ? wyciągnęła do niego ramiona. Dekolt miała piegowaty, piersi duże rozlane, ale tylko wyciągnęła je spod bluzki. Wiadomo czas to pieniądz i szkoda go na gruntowne rozbieranki. Za dużo się wtedy Jan Poeta nie namęczył, żeby zieloną prezerwatywę napełnić klejem swego życia. Podobno było w nim coraz mniej żywych plemników, ale kto by je tam zliczył. Wkrótce kolejna zielona gumka dołączyła do swych poprzedniczek. Na pożegnanie ochroniarze z pobliskiej bazy kiwali Kice a ona im odpowiedziała tym samym. Czasami odpalała im drobne na piwo, żeby się nie czepiali, a może robiła ręcznie na ich drutach, kto ją tam wie. Kika, kurwa dobrze zbudowana i takoż zorganizowana.









